Trudno zapamiętać adres IP resolwerów DNS własnego dostawcy? W ramach swojego projektu uczynienia Sieci szybszą, Google uruchomiło publiczny serwer nazw internetowych. Ma bardzo ciekawy adres IP: 8.8.8.8.
Sieciowi inżynierowie Google'a są pewni – bez szybkiego DNS-u nie będzie szybkiej Sieci. Przeciętny użytkownik dziennie wykonuje setki zapytań do resolwerów, złożone strony wymagają wielu odwołań, zanim zostaną załadowane. Szybsza infrastruktura DNS ma pomóc każdemu internaucie.
DNS-owy serwer Google'a jest pod wieloma względami eksperymentalny. Jak pisze odpowiedzialny za projekt Prem Ramaswami, w jego budowie postawiono na trzy aspekty – szybkość, bezpieczeństwo i poprawność wyników.
W celu przyśpieszenia zapytań zaimplementowano wstępne pobieranie (prefetching). Zanim wygaśnie czas życia rekordu DNS, jest dla wielu popularnych domen regularnie, asynchronicznie i niezależnie od żądań użytkowników odświeżany. Dzięki temu Google Public DNS jest w stanie obsłużyć wiele żądań w czasie podróży pakietu tam i z powrotem.
Publiczny DNS nie korzysta z rozszerzeń bezpieczeństwa DNSSEC, ale utrudnia podrobienie odpowiedzi, poprzez randomizację i włączanie do pakietów dodatkowych danych.
Google podkreśla też, że publiczna usługa zachowuje się dokładnie tak, jak można tego oczekiwać od serwera DNS – nie wprowadza ona żadnych przekierowań, blokowania czy filtrów. Wszystko jest w pełni dostępne.
Aby wypróbować usługę DNS od Google'a, należy ustawić adresy serwerów nazw na 8.8.8.8 (podstawowy) i 8.8.4.4 (zapasowy). Szczegółowe informacje na ten temat znajdują się tutaj.
Oczywiście pozostaje kwestia ochrony prywatności – Google i tak posiada o nas dużo danych. Czy powinno posiadać jeszcze więcej? Gigant zapewnia, że gromadzi wyłącznie te dane, które są niezbędne dla rozwiązywania ewentualnych problemów, nie zapisuje też w permanentny sposób żadnych informacji pozwalających na zidentyfikowanie użytkownika. Szczegółowe informacje o polityce logowania można znaleźć tutaj.
Wszystkie zapewnienia o nieszkodliwości nowej usługi Google'a nie przekonują założyciela OpenDNS, Davida Ulevitcha. W jego ostatnim wpisie na łamach bloga tego projektu czytamy: „Google twierdzi, że ta usługa jest lepsza, ponieważ nie zawiera reklam i przekierowań [w przeciwieństwie do OpenDNS – przyp.red.]. Ale musicie pamięctać, że są oni największą firmą od reklamy i przekierowań w Internecie. Uważać, że usługa Google DNS jest dla dobra całej Sieci to naiwność. Oni wiedzą, że kontrolowanie waszego doświadczenia Internetu ma wartość i spodziewam się, że w pełni to wykorzystają”.
Dalej Ulevitch ostrzega nas przed homogeniczną monokulturą Google, w której gigant z Mountain View kontroluje wszystko – od systemów operacyjnych Google Chrome OS i Android na dole, poprzez przeglądarkę Chrome, szybki serwer WWW Google działający na google'owej odmianie protokołu HTTP, usługę DNS Google, aż po wyszukiwarkę, pakiet usług biurowych czy najpopularniejszą witrynę wideo.
Co gorsze, Google nie ogranicza się do infrastruktury – ma także własną fizyczną Sieć. Buduje własne centra danych, własne serwery, własne switche ethernetowe, a nawet własną flotę czy siły lotnicze. Co więcej, to dopiero początek ekspansji Google'a, którego plany na najbliższe lata mówią o postawieniu do 10 mln serwerów, przechowujących około tryliona bajtów.
Witamy w świecie Google'a.
Źródło: code.google.com